piątek, 4 maja 2012

Zaczęło się.
Pięc' dni po terminie w końcu jest pierwszy sygnał. Niedługo nadejdzie koniec fizycznych ograniczeń. Nadchodzi dzień, który zapamiętam do końca życia i nie tylko dlatego, że zmieni moją dotychczasową egzystęcję.

Jest kilka minut po pierwszej w nocy. Budzi mnie ból krzyży. Staram się go zwalczyc' i spac' dalej, bo przecierz przed chwilą zasnęłam. Wieczór - jak większośc' ostatnich spędziłam na przewracaniu się w łóżku z boku na bok, starając się znaleśc' wygodną pozycję. Co nie jest łatwe gdy jest się nienaturalnych wielkości. Każdy obrót sprawia wysiłek. Dodatkowo nie daje zasnąc' swędzenie na ciele, szczególnie drapanie się po wewnętrznej stronie stóp nie jest łatwe. Chce mi się w kółko pic', siusiu i jeśc' do tego to uczucie swędzenia doprowadza mnie do szału. Na szczęście jest bardziej znośne odkąd dostałam tabletki. Och dlaczego nie zostawiono mnie w szpitalu od razu w niedzielę. Była bym już szczęśliwą mamą. Po około kwadransie ból wybudza mnie całkowicie ze snu, uświadomiłam sobie iż zaczęłam rodzic'. W końcu! Ok ale co teraz? Jechac' już do szpitala? Budzic' Tomasza? Powoli, spokojnie. Muszę oddychac', opanowac' bóle i nie pozwolic' by ogarnęła mnie panika. Zaraz a co z wodami? Czy one mi już odeszły?! Czuję że jestem cała mokra, ale nie, to nie wody odeszły, oblał mnie pot ze strachu. Musze poprawic' nieprzemakalne prześcieradełko, na którym śpię już od kilku dni. Zostaję w łóżku i czekam na rozwinięcie się sytuacji.
Włanczam lampkę i zapisuję w notesie czas bólu, już nie tylko krzyża a i całego podbrzusza - 1.20a.m. Zaraz ale o co tu chodzi? Podobno skurcze macicy odczuwa się na całym brzuchu, a ja czuję tylko na dole, trochę tak jak przy okresie. Czy oby na pewno wszystko w porządku? Opanuj się, myśl! Zacznij liczyc' ile trwa każdy skurcz, czekaj na następny i zobaczymy jak sytuacja wygląda. Nie panikuj, przecież bóle mogą byc' krzyżowe i brzuszne. Ale czy te brzuszne mam prawidłowe?
Następny skurcz, 1, 2 ,3 ... 62. Godzina 1.33a.m. Ok przeżyłam. Ból da się opanowac' jeśli oddycham podczas skurczu. Głęboki wdech i bardzo powolny wydech oraz pozycja w której najmniej boli czyli na plecach. Staram się wymacac' jak ułożone jest dziecko. Czy plecka i pupcia są wyczuwalne z przodu mojego brzucha? Och nie. Kochanie moje proszę odwróc' się wtedy mamę będzie może nieco mniej bolec' i poród będzie łatwiejszy. Następny skurcz.
Podjęłam decyzję. Poczekam aż skurcze będą co 2 - 3 min i wtedy pojadę do szpitala, jeśli nie nastąpi to szybko to po prostu pojadę na wizytę która jest umówiona na 10 a.m.
Jest już po 3 a.m. Skurcze mam teraz co 5 - 6 minut, każdy trwa około minutę. Siedzę na podłodze oparta o grzejnik, obłożona poduszkami by było mi wygodniej. Oddycham bardzo spokojnie i głęboko. Czuję się trochę jak bym uprawiała jogę w extramalnych warunkach :) Dobrze że jest zima i włączony grzejnik bynajmniej podeschną mi włosy zanim pojadę do szpitala. Że też musiałam brac' prysznic tak późno, no i ta suszarka też nie miała się kiedy popsuc'. Tomasz już czuwa w gotowości, chce mi masowac' krzyże. Nie nie zniosę tego bo leżąc na boku bardziej boli.
5 a.m Tomasz dzwoni do pracy. Od dziś zaczyna swój urlop, zaplanowany już tak dawno, a przesunięty z powodu opóźnień natury.
Sprawdzam czy wszystko mam w torbie z listą która sporządziłam gdy pakowałam torbę miesiąc temu. Dorzucam do torebki aparat, książkę która obecnie czytam, musimy kupic' wodę mineralną. Jestem gotowa na ten dzień.
Po 7 a.m robimy sobie śniadanie, dokładniej odgrzewamy spaghetti z wczoraj. Nie mogę jeśc', mimo próśb i nalegań nie chcę. Boję się że zrobię kupkę podczas porodu jeśli jeszcze coś zjem, a tego nie chcę.
Jest po 8 a.m skurcze nadal w stałych odstępach czasu, wody nie odeszły. Dzwonię do Sandry i proszę by szykowała się na wizytę, na którą obiecała że pójdzie ze mną. Nie mówię jej jeszcze że rodzę, po co ma panikowac'.
9.20 a.m wychodzimy z domu. Tomasz taszczy dwie torby jedną z moimi rzeczami, drugą z dziecięcymi. Ja jak kuleczka katurlam się powoli do samochodu. Podjeżdżamy pod dom Sandry. Tym razem wyjątkowo szybko się zebrała. Jest podekscytowana że to już, właściwie że w końcu, bo przecież to po terminie.
W drodze do szpitala, a wiec przez ok 10 min martwię się bo bóle porodowe ustały a do tego nie czuję ruchów naszej małej córeczki. Co jest grane? Przecież to musi się skończyc' już niebawem. Czy będąc po terminie można nagle przestac' rodzic'. O rety, a jeśli znów odeślą mnie do domu i każą wrócic' jak będą skurcze. Jestem 5 dni po terminie, nie odeszły mi wody no i skurcze zanikły. Mogą mnie odesłąc' i powiedziec' bym wróciła jutro na wywołanie porodu? Mogą mi to zrobic' i kazac' wrócic' jutro o 12? Nie, mam nadzieję że nie, ale kto wie. Jesteśmy na miejscu, pod szpitalem na parkingu od strony wejścia na oddział położniczy. Udało nam się zaparkowac' na przypał, pewnie dostaniemy mandat. Ach mam to gdzieś. Chce tylko w końcu urodzic'

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz